Tak się złożyło, że przypadkiem stałam się posiadaczką całkiem pokaźnego zbioru bardzo modnych obecnie roślin. Tzn. stałam się ich posiadaczką zupełnie celowo i świadomie, ale gdy zaczynałam się nimi interesować nie wiedziałam jeszcze, że staną się tak popularne. Sukulentami zajmuję się od jakichś trzech lat. Natomiast jakiś rok temu zaczęłam zauważać ich rosnącą popularność w blogosferze. Są teraz często spotykanym elementem skandynawskich stylizacji, widziałam już masę zdjęć, na których stanowiły główny element, lub gdzieś w tle uzupełniały kompozycję. Najczęściej w starych glinianych lub betonowych donicach albo metalowych kubełkach.
Mnie sukulenty zainteresowały jako rośliny, a nie elementy stylizacji (choć teraz zaczynam je i tak wykorzystywać). Jest to bardzo różnorodna i bogata grupa roślin, obejmująca od kaktusów po popularne już dawniej grubosze, a także rośliny kaudyczne (ze zgrubiałymi korzeniami i pniami, w których gromadzą wodę) oraz wiele innych. We mnie rośliny te wzbudziły ciekawość niezliczonymi i nieraz dziwacznymi formami, jakie potrafią przybrać. Te dziwadełka potrafią być naprawdę piękne!
Celem wyjaśnienia - może nie wszyscy jeszcze wiedzą - sukulenty, to grupa roślin, które magazynują wodę (np. w grubych liściach i pędach, łodygach, pniach i korzeniach). W naturze rosną w środowiskach ubogich w wodę i ten sposób ma im umożliwić przeżycie. Pociąga to istotne konsekwencje w zakresie zasad ich uprawy. W skrócie: 1) maksymalnie dużo słońca, 2) bardzo przepuszczalne podłoże (wymieszane z piaskiem, drobnym żwirkiem itp.) oraz 3) mało wody (szczególnie w sezonie zimowym). Zatem mimo, że na skandynawskich blogach sukulenty znajdziemy zazwyczaj na półkach, stołach czy komodach w głębi domu, na co dzień powinny stać na parapecie okna i to najlepiej z dobrze nasłonecznionej strony. W przeciwnym wypadku rośliny te będą się "wyciągały" (wydłużały międzywęźla) i po jakimś czasie przestaną być ozdobą (wszystko jednak zależy oczywiście od naszego podejścia - jeżeli zależy nam na uprawie zdrowych roślin, będziemy je hodować w odpowiednich warunkach, a jeżeli chcemy mieć sezonową ozdobę na stół, będziemy co jakiś czas wymieniać naszego sukulenta na nowego:).
Na zdjęciach widzicie część mojej kolekcji. Moimi ulubieńcami są grubosze (crassula) - wszystkie rośliny na ostatnich pięciu zdjęciach należą do tej rodziny. Jak widać, grubosz to nie tylko popularna crassula ovata, którą znamy z parapetów naszych babć;)
Jeżeli będziecie mieli jakieś pytania dotyczące tych roślin, piszcie śmiało, chętnie pomogę:)
Pozdrawiam ciepło w ten szary i zimny dzień,
I PRZYPOMINAM O GIVEAWAY!
Klaudia.




